Krew pot i łzy.. czyli trening czyni mistrza.

Co nieco o tym, jak stać się w czymś dobrym i jednocześnie dlaczego jest mało naprawdę wybitnych ludzi w konkretnych dziedzinach.
Brak determinacji = brak sukcesu.
Pewnie doskonale pamiętasz jak będąc dzieckiem uczyłeś / uczyłaś się jeździć rowerem. Niektórym zabierało to więcej czasu niż innym, wiadomo dzieci rosną rozwijają się w różnym tempie. Niektóre szybciej złapią równowagę inne będą musiały przewrócić się kilka razy więcej, zanim ich błędnik złapie balans.
Pamiętam ilekroć miałem poobijane kolana, przewracałem się co chwilę, słysząc z tyłu krzyk Taty „Na drogę się patrz nie na koło przednie!”. Baaah.. i znowu leżałem na asfalcie becząc z powodu kolejnego obtarcia. Jednak tata za każdym razem podchodził pomagał wstać i kazał próbować ponownie.
Dzisiaj wiem jak ogromną frajdę sprawia mi jazda na rowerze. Jest jednym z moich sportowych hobby, bez których ciężko mi sobie wyobrazić życie. Daje mi wytchnienie, pozwala zwiedzać, cieszyć się wiatrem we włosach i zrelaksować się oraz oderwać od wszystkiego innego. A trudy nabywania tej umiejętności? Już prawie o nich zapomniałem.
Podobnie mogło być z pisaniem, czytaniem lub nabywaniem innych elementarnych umiejętności. Jednak gdy byliśmy dziećmi, naszą determinacją kierowali niejako rodzice, którzy nawet tych bardziej niesfornych urwisów przypilnowali, aby umieli zrobić to co każdy dorosły człowiek powinien umieć.
Dzisiaj w wieku kilkunastu lub kilkudziesięciu lat każdy stanowi sam o sobie i bierze (a przynajmniej powinien brać) odpowiedzialność za swoje życie. Owszem posiadamy przyjaciół znajomych i rodzinę, którzy wspierają nas w dążeniach. Jednak to my sami mamy władzę, aby umieć się podnosić i iść dalej. Pomimo porażek i trudności, gdy chcemy w jakiejś dziedzinie osiągnąć sukces, powinniśmy otrzepywać się po niepowodzeniach i dążyć nieprzerwanie dalej jeżeli jesteśmy pewni, że to co robimy da nam szczęście, spełnienie marzeń etc.
Determinacja jest czymś takim co nie pozwala odpuścić, co mimo wszelkich możliwych trudności pcha nas do przodu cały czas. Mimo iż czasami wydawać się może, że drepczemy w kółko lub mimo kolejnych kroków stoimy w miejscu. To właśnie determinacja pozwoliła..
- .. zespołowi The Beatles odnieść sukces pomimo opinii pierwszych wytwórni, którym nie podobało się ich granie i uważały, że muzyka gitarowa wychodzi z mody,
- .. nie poddać się Michaelowi Jordanowi, który w młodości został wyrzucony z szkolnej drużyny koszykówki,
- .. wynaleźć Thomasowi Edisonowi żarówkę, pomimo powtarzania mu przez jednego z nauczycieli, że jest zbyt głupi aby czegokolwiek się nauczyć,
- .. stworzyć Waltowi Disneyowi wspaniały świat bajek, pomimo wyrzucenia z pracy w gazecie, za rzekomo ograniczoną wyobraźnie i brak oryginalnych pomysłów,
- .. Abrahamowi Lincolnowi być wspaniałym prezydentem USA, pomimo serii wcześniejszych porażek i przeciwności losu takich jak: śmierć narzeczonej, dwukrotne bankructwo firmy, załamanie nerwowe i przegrana podczas 8 elekcji,
Bo determinacja jest właśnie tym, co pozwala nam podnieść się za każdym razem gdy coś pójdzie źle, otrzepać się i pójść dalej, a odniesione porażki przekuć na doświadczenie!

Ile trzeba ćwiczyć, aby być w czymś dobrym?
Wiadomo z popularnego przysłowia „trening czyni mistrza”, że im dłużej coś ćwiczymy, tym lepiej nam to wychodzi. Jednak jak długo trzeba w „czymś siedzieć”, aby zacząć odnosić sukcesy i być w danej dziedzinie profesjonalistą, ekspertem? Tak aby z łatwością poruszać się w tematyce którą się obierze, bez względu na to czy jest to programowanie, gra na jakimś instrumencie, czy wyczyny sportowe.
Na szczęście kilkanaście lat temu tym zagadnieniem zainteresowali się ludzie, którzy do problemu podeszli naukowo. Dzisiaj mogę zatem zaprezentować Wam rozważania, gdzie powołam się na eksperyment, który w latach 90 przeprowadził psycholog K. Anders Ericsson wraz z pomocą Berlińskiej Akademii Muzycznej.
Na czym polegał eksperyment? Zrobiono selekcję wśród skrzypków, których podzielono na 3 kategorie. W pierwszej grupie były osoby przeciętne, które raczej nie osiągną dużych sukcesów, w drugiej znaleźli się dobrzy skrzypkowie, natomiast w trzeciej wirtuozi zakrawający na muzyków wielkiego formatu.
Po podziale zapytano każdą z podgrup, ile czasu poświęcali i obecnie poświęcają na treningi? Wyniki nie były zaskakujące. Przeciętni muzycy w sumie trenowali jakieś 4tyś. godzin. Osoby z grupy drugiej ćwiczyli około 8tyś. godzin. Natomiast najlepsi skrzypkowie na praktykę poświęcili 10tyś. godzin. Liczba 10 tyś. godzin powtarza się również w innych źródłach i biografiach wielkich ludzi takich jak: Bill Gates czy The Beatles.
A ile to jest 10 tyś. godzin? To 3,5 godziny codziennych treningów przez 8 lat, lub 5,5 godziny ćwiczeń dziennie przez 5 lat, albo 8 godzin codziennej wytężonej pracy w konkretnej dziedzinie przez 3,5 roku. Jak widać są różne proporcje no i naturalnie są to jedynie badania, a jak wiadomo każdy z nas jest inny i inaczej przyswaja odpowiednie umiejętności.Jeżeli będziemy zdeterminowani i konsekwentni to już po części poświęconego na trening danej umiejętności czasu będziemy mogli odczuć rezultaty!
Najtrudniejszy pierwszy krok…
Powyżej pisałem o poziomie treningu, dzięki któremu wielcy tego Świata są obecnie tym kim są. W tym miejscu chciałbym poświęcić nieco uwagi trudnościom przy początkowych krokach w dążeniu do coraz lepszych umiejętności w danej czynności. The Beatles nie od razu nagrali wszystkie swoje hity, Bill Gates rozpoczynał od firmy archiwizującej dane i nie napisał od razu swojego pierwszego Windowsa, a Thomas Edison wykonał ponad 10 tyś. nieudanych prób zanim wynalazł działającą żarówkę!
Nikt nie będzie w stanie przy jednym kilkugodzinnym posiedzeniu, nauczyć się obcego języka, choćby nie wiem jak był zdolny i jak bardzo zmotywowany. Ale po tych kilku godzinach, będzie już umiał jakieś podstawy, które pozwolą mu ruszyć z nauką dalej. Mam na myśli to, że zawsze jak zaczynamy coś nowego to jest trudno i ciężko.
Gdy posiadamy jakąś umiejętność, która pozwala nam na wykonanie danej czynności bez problemów, to robimy to z przyjemnością. Dlatego początki jakichkolwiek przedsięwzięć, szczególnie nowych, są trudne, zawsze. I możemy mówić, że jak jesteśmy zmotywowani to będzie łatwiej. No jasne, że będzie niech motywacja będzie siłą napędową, a małe sukcesy paliwem tą motywacje napędzającym.
Ale zaczynając działania na nieznanym dla nas polu prędzej czy później napotkamy większą trudność. Nie wiem, może to być chwyt gitarowy, albo piosenka którą ciężko zagrać, lub składnia gramatyczna ciężka do opanowania, struktura kodu programu trudna do zrozumienia. Często w takich sytuacjach ludzie się poddają i dają sobie spokój, albo ograniczają praktykę z początkowo dużej ilości godzin poświęcanej danemu przedsięwzięciu, na jakąś niezbędną cząstkę, która pozwala im jedynie pielęgnować wiedzę którą zdobyli do tej pory.
No a jak wiadomo kto stoi w miejscu ten się cofa. Dlaczego w takich momentach należy działać nadal z pełną parą, tak jak sobie zaplanowaliśmy? Bo siedząc dalej w temacie i ćwicząc to w czym chcemy być dobrzy, w końcu pęknie bariera trudności i umiejętności oraz wiedza zacznie rosnąć wykładniczo!

Sierpień 23, 2011 o godzinie 08:41
Miło Cię znowu słyszeć
Mam wrażenie, że żyjemy w kulturze „fast”. Chcemy osiągnąć coś w bardzo krótkim czasie, „ugotować dobrą zupę, która pochodzi z proszku i na opakowaniu widnieje napis ‘instant’.”. A tak się nie da…
Zgadzam się z Tobą w 100%. Aby być w czymś dobrym, trzeba włożyć w to sporo wysiłku, czy aż 10 tys. godzin, nie wiem, ale na pewno dużo.
Determinacja – wynika dla mnie z przeświadczenie, że:
a) wiem, że ja jestem w stanie to osiągnąć
b) wierzę, że to jest możliwe
c) na to potrzeba trochę czasu, ale po tym okresie w końcu wszystko „zagra”
Pozdrawiam,
Wasp
Sierpień 23, 2011 o godzinie 12:29
Jazda na rowerze sprawia Ci frajdę i trudno Ci wyobrazić sobie życie bez tego sportu? – Już Cie lubię, hehe
.
A co do sedna postu… czasem nadchodzi taki moment, że nic nie się nie chce i właściwie to już się nawet zastanawiamy „czy to nasze hobby to jest na pewno TO”. A wtedy to już w ogóle mętlik.
Sierpień 24, 2011 o godzinie 17:29
@Wasp – To jest właśnie problem naszych czasów. Wszystko mamy podane na tacy. Nawet nauka i wiedza coraz częściej sprowadza się do opcji „fast food”, gdzie po kilku godzinach potrafimy daną rzecz zrobić. Nie mówię, że nauka w ten sposób jest zła. Ale robiąc czasami coś zupełnie od 0, jedynie z podstawowymi pomocami, może zajmie nam zrobienie czegoś więcej czasu. Ale za to rozwinie kreatywne myślenie a przez to na zrobienie czegoś znajdziemy dużo lepszy sposób, niż te popularnie stosowane w przeróżnych tutorialach?
@Magda Bednarczyk- Miło mi
fakt rower świetna sprawa. Co to znudzenia, to fakt jest taki etap, ale myślę, że jest to moment tuż przed przekroczeniem granicy przyswajalności umiejętności i progresu, przedstawionej na wykresie powyżej.
Sierpień 25, 2011 o godzinie 02:09
ten wykres wygląda mi bardzo znajomo hehe i w temacie Twojego artykułu jakos widzę się zgraliśmy
Ciekawe dane. Ciekawy wpis. Nie bardzo jest co dodac.
Sierpień 25, 2011 o godzinie 11:10
@Ev – To właśnie dyskusja na Twoim blogu Ev odnośnie granicy przyswajalności języka, zrodziła mi w głowie pomysł na podobny wpis o szerszym spektrum. Tylko po prostu trochę to trwało, zanim się zebrałem w sobie aby o tym napisać. Dzięki za konstruktywną dyskusję wtedy, z której tyle wyniosłem
Wrzesień 4, 2011 o godzinie 08:37
Poruszył mnie ten wpis. Może dlatego że znajduję się w miejscu gdzie mało kto chce być. Bardzo dawno temu zaczęłam biegać i szło mi dobrze. Czasem bywało tragicznie. Był pot i łzy i to dosłownie. Jednak pewnego dnia stało się coś i sama nie wiem co. Dziś nie biegam. A wręcz się boje tego. A jak zbiore się na odwagę by wyść potruchtać to przez pierwsze 3-4 min jest ok ale nagle w głowie zapala się jakaś lampka, która nie pozwala mi biec dalej
Nie wiem co to jest i jak to nazwać. Biegałam dość długo. Kiedyś nawet wystartowałam na zawodach przy minus 12 stopniach na trasie 15km. Moje rzęsy wyglądały jak bym pomalowała je białym tuszem, każdy włosek na twarzy był biały od tej temteratury. A dziś nie umiem przebiec chociażby kilometra 
Brakuje mi tego o czym piszesz. Brakuje mi determinacji, odrobiny motywacji i samozaparcia. I szczerze to nie wiem co z tym fantem zrobić, bo nie umiem sobie z tym poradzić. Tymabrdziej, że bieganie było moim drugim życiem.
A sie rozpisałam i to troszku nie na temat. Wybaczcie. Ale to samo wyszło.
Wrzesień 6, 2011 o godzinie 22:29
Łoł na prawdę Cię podziwiam Linda, bo wystartować w takim wyścigu i takich warunkach. Samo to już czyni Cię wygraną, bo mało kto ma determinację, żeby w takich przedsięwzięciach uczestniczyć.
Tym bardziej dziwi mnie nagłe zatrzymanie się. Może po prostu stwierdziłaś, że bieganie nie jest dla Ciebie. Pozwalało w jakiś sposób odreagować. Było tym jak to piszesz „drugim życiem”. Ale znalazłaś jakiś inny substytut który dał Ci więcej radości i przyjemności?
Nie wiem co mam poradzić, bo w bieganiu autorytetem nie jestem. Ale to co mi się z tym kojarzy to wskazówka Willa Smitha, odnośnie jak bieganie wpływa na nasz rozwój osobisty i kształtuje charakter. Całość można obejrzeć tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=KEMEBBwO6J8
Wrzesień 7, 2011 o godzinie 22:35
Dziękuję, ten bieg był wyjątkowy. Nie stety tej determinacji dziś mi brakuje. Nowej pasji nie mam. I to raczej zły sygnał. Tu nie jest kwestia biegania lecz psychiki. Dobrą radę można wszędzie zastosować
Wrzesień 15, 2011 o godzinie 00:40
Odnoszę wrażenie, że inspirowałeś się dwiema książkami.
Autorem jednej jest G.Colvin a drugiej M.Gladwell. Czy mam rację?
Wrzesień 15, 2011 o godzinie 08:55
Śmieszna sytuacja Macieju, ale szczerze
nie kojarzę żadnego z autorów, których podałeś i nigdy ich książek nie dane mi było czytać
Najwidoczniej osoby o których piszesz, mają bardzo podobny punkt widzenia do mojego.
Jeżeli podpieram się wiedzą lub przemyśleniami zawartymi w jakiejś książce i mocno do niej nawiązuje, to zawsze staram się taką adnotacje gdzieś we wpisie umieścić. W tym przypadku tak nie było. Dzięki za komentarz Macieju!
Wrzesień 15, 2011 o godzinie 19:16
Na mnie niepowodzenia działały bardzo demotywująco. Dodatkowo mój pesymizm powodował, iż zupełnie brakowało mi determinacji. Nie robiłem nic, bo od początku wiedziałem, że to i tak się nie uda. Dlatego człowiekowi potrzebne są sukcesy, nic tak pozytywnie nie motywuje jak pochwała, bądź osiągnięty cel!
Wrzesień 15, 2011 o godzinie 22:18
Prokrastynacja – zgadzam się z Tobą w 10000%
Nie ma nic wspanialszego niż usłyszeć, że widać efekty naszego wysiłku. To jest co wspaniałego.
Wrzesień 27, 2011 o godzinie 21:21
[...] Każdy ma chwile zwątpienia, jesteśmy jedynie ludźmi i to naturalne. Małe sukcesy są paliwem dla naszej motywacji i pozwalają działać dalej. Jednak jeżeli dopiero rozpoczynamy swoją drogę do celu, to początki są zawsze najtrudniejsze. Bywa przecież, że aby zobaczyć pierwsze efekty trzeba poświęcić bardzo dużo czasu, energii i zaangażowania. [...]
Październik 12, 2011 o godzinie 17:12
Masz bardzo interesujący styl blogowania. Na pewno jeszcze wrócę na twoją stronę
Październik 18, 2011 o godzinie 14:59
Brak determinacji = brak sukcesu ten tytuł do wszystkiego się tyczy nie ma motywacji nie ma sukcesów. Fajny blog pozdrawiam