Co składa się na naszą motywacje?

Motywacja – jak często używamy tego słowa. Czasami brakuje nam motywacji do zrobienia czegoś. Niekiedy uczucie tak właśnie nazwane rozpiera naszą pierś i powoduje, że aż ręce same rwą się do działania. Motywacja impulsywna spowodowana jednorazowym bodźcem, lub utartym schematem i konsekwencją, która wspomaga ją i dążenia do naszych celów. W dzisiejszym wpisie chciałbym zagłębić się w to zagadnienie.
Co powoduje, że brak nam motywacji? Co obecnie jest coraz szerszą przypadłością. Jak odpowiednio nakierować naszą motywacje. A także jak dozować ją w odpowiednich dawkach aby nie okazała się słomianym zapałem, który wyczerpie się po kilku dniach? I w końcu czym tak właściwie jest ta motywacja? Z czego się składa i czy da się jej tak po prostu nauczyć i motywować na zawołanie?
1. Czym jest motywacja?
Do wyjaśnienia samej definicji tego słowa będę posiłkował się pomocą „cioci wikipedii”
Motywacja – stan gotowości istoty rozumnej do podjęcia określonego działania, to wzbudzony potrzebą zespół procesów psychicznych i fizjologicznych określający podłoże zachowań i ich zmian. To wewnętrzny stan człowieka mający wymiar atrybutowy.
~~ źródło: Wikipedia
W skrócie tłumacząc (sam musiałem przez definicję podaną wyżej przebrnąć kilkukrotnie, aby zrozumieć ten naukowy bełkot) motywacja jest tym, co popycha nas do podjęcia określonego działania. Tak jak wciśnięcie przycisku na pilocie od telewizora, gdy aktualnie nadawany program nie interesuje nas zbytnio. Albo gdy jesteśmy głodni, to fizjologia naszego organizmu powoduje wzrost motywacji do „upolowania” czegoś smakowitego w lodówce lub pobliskim markecie.
No ale taka motywacja opisana wyżej, można powiedzieć nie wymaga wysiłku, nawyki z nią związane są tak głęboko zakorzenione w naszej świadomości, iż nie musimy tak bardzo się wysilać aby zmienić ten kanał w TV, lub po prostu zrobić sobie kanapkę. A co kiedy dochodzimy do wniosku, że oczekujemy od życia czegoś więcej, czegoś co samo życie nam nie przyniesie, ale sami musimy to coś wziąć od życia, a niekiedy wyrwać?
2. Przyczyna motywacji.
I tym sposobem gładko przechodzę do kolejnego akapitu, przyczyn motywacji czyli tego co towarzyszy całemu procesowi i drodze do celu który przed sobą postawimy. Do czynnika który jest początkiem, iskrą która gaśnie równie szybko jak się pojawiła.. lub zostaje podsycana aż przerodzi się w wielki żarzący ogień. Wszystko zależy tylko wyłącznie od nas samych.
Co może być przyczyną motywacji? Otóż wszystko, począwszy od głodu (cały czas nawiązuje do przykładów umieszczonych na początku wpisu), chęci odmóżdżenia się przed TV przy programie nie wymagającym myślenia (w tym miejscu pozdrawiam wszystkich – tak w mojej rodzinie też są takie osoby, które zamiast ’1 z 10′ wolą do obiadku oglądać taką kaszankę jak ‘Dlaczego ja?’ itp..). No okej, jako że z przyczynami motywacji do tak prozaicznych czynności jak już pisałem, raczej problemów nie ma. To przechodzę do meritum.
Wydaje mi się, że są 2 konkretne przypadki jeżeli chodzi o przyczynę naszego zmotywowania. Oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić (a właściwie liczę na to i na burzę konstruktywnych komentarzy które zawsze wyśmienicie dopełniają wpis o czyjś punkt widzenia).

- Jakiś bodziec powoduje chęć zmiany lub osiągnięcia określonego celu.
- Ktoś ma chęć do zrobienia czegoś, ale szuka bodźca który go do określonego celu bardziej zmotywuje.
Oczywiście są osoby, które potrafią się przestawić z dnia na dzień i w ciągu określonego czasu osiągnąć to co sobie założyły. Często słyszymy, że ktoś mówi coś w stylu „Gdy ja się za coś zabieram, to robię to na 100%”. Jednak osób tego typu jest znacznie mniej niż tych, którzy pomimo początkowego intensywnego bodźca i wizji, po kilku dniach poddają się.
Bodziec ten musi być na tyle intensywny, aby mógł być towarzyszem, który pomoże podnieść się po porażce i podtrzyma gdy wiatr wątpliwości zawieje bardziej niż zwykle. Tutaj nie ma złotego środka i trudno coś pomiędzy znaleźć. Jeżeli napiszę, abyś wyobraził / wyobraziła sobie wizję siebie lepszego od wszystkich znajomych którzy obecnie studiują czy pracują razem z Tobą. Nie będzie to zbyt szlachetne, a w ręcz zakrawające na zachęcanie do wyścigu szczurów i imponowania ludziom których nie koniecznie się lubi. Co jest zupełną przeciwnością filozofii samorealizacji i rozwoju osobistego.
Dlatego przede wszystkim proponuję ogólne wspomagacze jak:
- tablica motywacyjna: może to być tło pulpitu lub zwyczajna korkowa tablica na której powiesisz zdjęcia i obrazki mające pozytywne przesłanie i będące skojarzeniem z dotarciem do obranego przez Ciebie celu.
- wizja niepowodzenia: jak bardzo kontrowersyjnie by to nie zabrzmiało, także jest to jakiś sposób, który trochę zapobiegawczo daje kopniaka, co może być jeżeli się nie uda, działając na zasadzie kija (nie) marchewki. Co więcej obycie się z czarnym scenariuszem pozwala zniwelować stres wynikający z ewentualnych niepowodzeń.
- to coś lub może ktoś?: co przy każdym pomyśleniu / spojrzeniu pozwoli poczuć dreszczyk emocji i ogromną moc, pozwalającą „przenosić góry”
Coś tak nas denerwuje, że postanawiamy zmienić i nie postępować tak jak wszyscy. Tak jak dzieci z rodzin patologicznych, często albo idą w ślady rodziców, albo zostają ludźmi na poziomie, kończą studia zdobywają pracę i pomimo trudnego początku mogą powiedzieć, że im się udało. W takich przypadkach motywacja jest naprawdę intensywna bo i wizja porażki bardzo przygnębiająca, a obraz zwycięstwa pokrzepiający. Wszystko to składa się na mobilizacje, która pozwala co rano wstawać i dalej dążyć do określonego celu.
To samo możemy powiedzieć np. o środowiskach alkoholików, albo narkomanów. Wstrząs który przechodzą takie osoby po śmierci bliskiej osoby, która skonała przez źródło ich relaksu i rozrywki jest tak intensywny, że ludzie wreszcie zaczynają myśleć o konsekwencjach. Można powiedzieć, że jest to trochę motywacja przez strach, ale motywacja mająca bardzo duże znaczenie.

3. Entuzjazm na początku, nawyk na końcu.
.
„Motywacja jest tym, co pozwala Ci zacząć. Nawyk jest tym, co pozwala Ci wytrwać.”
~~Jim Ryun
Motywacja nie jest uczuciem które towarzyszy nam stale. Najczęściej największą jej moc odczuwamy na samym początku nowo podjętej przez nas inicjatywy. Czujemy jak rozpiera nas od środka i daje moc do działania, która wydaje się będzie trwać wiecznie. Wizja kwiecista pełna sukcesów i samych chwil chwały. Niestety często realia okazują się dużo brutalniejsze niż nasze przypuszczenia. Przychodzą pierwsze trudności, okazuje się że nie wszystko jest tak proste jakby mogło się z początku wydawać. No i naturalnie pierwsza porażka, która niejednokrotnie podcina skrzydła, które nie chcą już odrosnąć.
Ale w sumie to mam dla Ciebie czytelniku 2 dobre wiadomości. Po pierwsze, każda porażka przybliża nas do naszego celu. Jeżeli tylko naturalnie chcemy się z niej podnieść i wyciągnąć wnioski na przyszłość, staje się cennym doświadczeniem. A motywację na wysokim poziomie można utrzymać przez tyle czasu aby wyrobić sobie nawyki, które pozwolą czasami mimo braku motywacji, a nawet czasami dawki solidnego pesymizmu dalej brnąć w stronę sukcesu.
Każdy ma chwile zwątpienia, jesteśmy jedynie ludźmi i to naturalne. Małe sukcesy są paliwem dla naszej motywacji i pozwalają działać dalej. Jednak jeżeli dopiero rozpoczynamy swoją drogę do celu, to początki są zawsze najtrudniejsze. Bywa przecież, że aby zobaczyć pierwsze efekty trzeba poświęcić bardzo dużo czasu, energii i zaangażowania.
Sekret zatem tkwi w umiejętności przetrwania gorszych chwil czy okresów, kiedy nachodzi nas niepotrzebny pesymizm i zwątpienie. Oczywiście, jeżeli nachodzą Cię uzasadnione wątpliwości, to zawsze należy się zastanowić, czy to co robisz Cię uszczęśliwia lub prowadzi do celu który chcesz osiągnąć. Jeżeli natomiast są to rozterki natury organizacyjnej bądź lenistwa, to nawyk jest lekiem który pozwala te gorsze czasy przetrwać.
Na razie o nawykach na develop-blog jest mało informacji. Dlatego wszystkich zainteresowanych odsyłam na bloga Bartka, na którym świetnie opisane jest to co w nawykach i ich tworzeniu jest najważniejsze!
4. Kontrola własna lub czyjaś.
Ostatnim elementem o których chcę dzisiaj wspomnieć, jest znalezienie kompana (najlepiej nie jednego) z którym podzielimy się naszymi planami. Publiczna deklaracja, bo tak fachowo nazywa się ten zabieg mający dać nam motywacyjnego do działania jest psychologiczną pułapką, w którą pakujemy się dla własnego dobra. Całość działa mniej więcej tak, mamy jakiś cel, marzenie, chcemy coś zrobić i czujemy się do tego zmotywowani.
Dzielimy się informacją na ten temat z naszymi przyjaciółmi, rodziną i znajomymi (najlepiej znaleźć pozytywnych ludzi, którzy przytakną naszej inicjatywie, a nie malkontentów którzy z góry skarzą nasze działanie na niepowodzenie). Sam fakt powiadomienia ich o tym spowoduje, że nie będziemy chcieli wyjść na gołosłownych ludzi, którzy jedno mówią a drugie robią. Tylko to co powiedzą tak uczynią. Co jest dodatkowym bodźcem motywacyjnym, który chcąc nie chcąc pchnie nas do działania!
Zapraszam do komentowania i przedstawiania swojego punktu widzenia w tym temacie
!
Wrzesień 27, 2011 o godzinie 23:23
Cieszę się, że wróciłeś do blogowania
Pozdrawiam,
Wasp
Wrzesień 28, 2011 o godzinie 09:55
Czasami wynikają po prostu przerwy w pisaniu trochę niezależne ode mnie. Bo momentami muszę więcej czasu poświęcić na inne priorytety. Ale nie porzucam bloga
i pomimo, że czasami wpisy pojawiają się rzadziej, a czasem częściej, to zawsze możecie się kolejnej notki spodziewać.
Październik 5, 2011 o godzinie 22:41
Szczerze mówiąc temat motywacji były wałkowany chyba na każdym blogu jaki czytałem i chyba żadne przeczytanie tematu o motywacji nie spowodowało, że się bardziej zmotywowałem.
Tak naprawdę nie motywuje nas motywacja tylko czynniki zewnętrzne. Porażka, chęć osiągnięcia sukcesu.
Jak się czegoś naprawdę chce to się tego robi. Proste.
Nie ma co się głębiej w to zagłębiać.
Pozdrawiam.
Październik 6, 2011 o godzinie 20:30
Czasem gdy myśli się zbyt wiele o porażce, która może nas spotkać sami powodujemy do jej urzeczywistnienia się. Mam na myśli ‘siłę przyciągania’ to o czym myślimy to się staje.
Aby dokonać czegokolwiek najpierw trzeba zaspokoić potrzeby I rzędu (piramida Maslowa)a przy okazji poukładać sobie co nie co w głowie, w życiu i zapanować nad tym co się dzieje z nimi.
I racja mówienie innym o naszych planach w jakiś przedziwny sposób nas motywuje.
PS. Ja powolutku wracam do biegania. Trzymajcie za mnie kciuki
Pozdrawiam
Październik 7, 2011 o godzinie 22:51
@Daniel – Dzięki za uświadomienie, w sumie masz zupełną rację. I muszę przyznać, że chociaż wpis płodziło mi się całkiem dobrze, chociaż czasami robi mi się to lepiej. To czułem, że czegoś mi w nim brakuję. No wiadomo czasami najciemniej jest po prostu pod latarnią. Dzięki za trafny komentarz!
@Linda – Fakt, za dużo o porażce nie powinno się myśleć. Ale jej jednorazowe wyobrażenie działa wg. mnie jak najbardziej motywująco. Nie osadzasz sobie w głowie wizji porażki, bo myślisz o Tym jeden jedyny raz i potem starasz się do tego nie wracać, aby takiego scenariusza nie utrwalać. A co to daje? Są 2 scenariusze: albo luzujesz i stwierdzasz, że tak na prawdę to nic się nie stanie jak się nie uda, albo dostajesz lekko przez strach powodowanego motywacyjnego kopa. Tak czy tak sytuacja win win.
Jak to mówią, po co się martwić jak coś nie zależy od nas i po co się martwić, jeżeli coś od nas zależy
Pozdrawiam, dzięki za komentarze. Acha Linda
trzymam kciuki za bieganie i zapytam się jak Ci idzie przy najbliższej możliwej okazji