Jak nie zasnąć na wykładzie?

Już prawie połowa października i rok akademicki rozpoczął się na całego. Warto przypomnieć, głównie jeszcze nie studentom, albo i nawet studentom po trudach wrześniowej kampanii lub po prostu aktywnych wakacji, że standardowe studia posiadają 3 rodzaje zajęć takie jak: ćwiczenia, laboratoria i wykłady. Jak pewnie wszyscy studenci bardzo dobrze wiedzą, obowiązkowe są zazwyczaj 2 pierwsze formy przyswajania wiedzy, wykłady nie zawsze
pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że najczęściej jest to nieobowiązkowa forma kładzenia studentom wiedzy do głów.
Dlaczego wykłady są nudne?
Jednak wykłady to potrzebna forma nauczania i niestety przez większość żaków bagatelizowana, z racji braku obowiązkowej obecności. Forma wykładania wiedzy jest bowiem dla dzisiejszego studenta mało atrakcyjna, tym bardziej jeżeli sam wykładowca nie wie jak zaciekawić studentów danym tematem i na takie zajęcia zwyczajnie pomysłu nie ma. Co zazwyczaj kończy się jałowym półtoragodzinnym potokiem słów, z którego przeciętny student zapamięta w najlepszym razie początek i koniec.
Jednak wina nie leży wyłącznie po stronie kadry naukowców, którym dane jest prowadzenie wykładów. Sam statystyczny student również dorzuca do tego swoje 3 grosze, czasami nawet nieświadomie. Na to, że wykład jest bagatelizowany wpływ ma kilka rzeczy:
- Po pierwsze jak już pisałem najczęściej wykłady są nieobowiązkowe, co pozwala sobie ‘odpuścić’ raz, drugi, trzeci..
- Po drugie, jak student się na wykładzie pojawi, to często nie jest przygotowany, no bo przecież wykład jest nieobowiązkowy, to po co ma się na niego przygotowywać?
- Po trzecie, nie jest zaangażowany w to co się podczas wykładu dzieje.
Na ćwiczeniach, czy laboratoriach studenci dostają jakieś zadania do wykonania, których rezultaty są oceniane. Nie chodzi mi o to, że na wykładzie ma panować spięcie z powodu np. wyrywkowych pytań na temat tego, o czym był wykład. Ale nieprzygotowanie do wykładu i brak zaangażowania powoduje nadmierne rozluźnienie które kończy się po prostu rozproszeniem uwagi, brakiem koncentracji, a w skrajnych przypadkach ziewaniem, czy głębokim i twardym snem na tak wygodnej ławce
Z racji tego, że jestem studentem i nie raz sam mam problemy z koncentracją na wykładach postanowiłem ten problem poddać analizie i znaleźć receptę na to jak na wykładzie się nie nudzić i być zaangażowanym w to o czym mówi profesor.

Zainteresuj się i zaangażuj w temat.
Jeżeli jesteś studentem na danym kierunku, to zakładam że nie jesteś tam przez przypadek. Wszystkim malkontentom, którzy twierdzą że studia są do niczego w życiu nie potrzebne, albo że studiują jedynie dla tzw. „papierka” od razu odpowiadam.
Albo jesteście tak zajebiści w danej dziedzinie, że na dobrą sprawę nie potrzebne Wam studia, ani dyplom dla potwierdzenia Waszych kompetencji jako fachowców w danej dziedzinie. Albo dziedzina studiów jaką zgłębiacie nie daje Wam takiej satysfakcji jaką oczekiwaliście. Realia zderzone z oczekiwaniami i zapał pryska, bo od początku wiadomo że to jednak nie to. Sam byłem w podobnej sytuacji, chociaż nawet teraz momentami mam wątpliwości.
No ale wracając do meritum. Jak zaangażować się w temat? Bardzo prosto, dobrym punktem do startu będzie regularnie zgłębianie literatury pomocniczej podanej przez wykładowców najczęściej na pierwszych zajęciach. Zdobycie materiałów z wykładów ze starszych lat. Czasami wykładowcy sami udostępniają wszystkie swoje wykłady z wyprzedzeniem, tak że przed kolejnym wykładem można je przeczytać. Jest to bardzo ważne, bo czytając tego typu materiały (ze zrozumieniem) zdobywamy wiedzę, wiemy czego mniej więcej się spodziewać.
Poznając wcześniej materiał, który ma być poruszony na kolejnym wykładzie, możemy od razu przygotować pytania odnośnie problematycznych kwestii. Następnie zadając je wykładowcy w trakcie kolejnego spotkania, rośnie nasz prestiż w oczach wykładowcy, jako studenta który jest dociekliwy i z uwagą słucha, przychodzi nie z przyzwyczajenia, ale z chęci. O wzroście wiedzy wspominać chyba nie muszę, jeżeli tylko na nasze pytanie uzyskamy satysfakcjonującą odpowiedź. No i na wykładzie o tematyce którą chociaż trochę się „liznęło” siedzi się przyjemniej. Wszystko jest trudne i nudne jak nie ma się kompletnie pojęcia o co chodzi.

Ćwiczenia oddechowe
No ale bywa i tak, że pomimo wczesnego pójścia do łóżka w przeddzień zajęć, zaangażowania i ciekawości wynikającej z wcześniejszego poznania zagadnienia, po prostu chcę się zieewać. Wykładowca przeszedł samego siebie i nawet na tak ciekawe tematy jak przykładowo łamanie zabezpieczeń sieciowych czy tworzenie gier komputerowych (oczywiście kwestia gustu kogo jakie tematy ciekawią
), jego wywód jest nie do przebrnięcia.. przez zwykłego śmiertelnika.
Jak w takich wypadkach znaleźć siłę na słuchanie i notowanie? Kluczem do sukcesu są odpowiednie ćwiczenia oddechowe, są bardzo proste i można wykonać je w każdej sytuacji, a osoby siedzące obok nawet nie spostrzegą się, że oddychamy w jakiś „specjalny sposób”. Ogólnie zmęczenie i nadmierna senność może być powodami właśnie złego dotlenienia organizmu. W dzisiejszych zabieganych czasach, gdy bieganie ogranicza się do „podbiegnięcia do uciekającego autobusu”, a większość czasu spędzane jest w skulonej pozie przed monitorem, nasze płuca zwyczajnie dostają za mało powietrza.
Aby zatem się otrzeźwić, obudzić się i rozpędzić senność pomimo iż wykład jest o 11, gdzie teoretycznie nasz organizm o tej porze jest najbardziej efektywny, a nam zwyczajnie chce się spać. Powinniśmy podjąć następujące kroki. Po pierwsze wyprostować się, tak aby nasze płuca miały możliwość pełnego wdechu. Następnie nabieramy powietrze nosem, zaczynając od uniesienia przepony, a kończymy na górnej części klatki piersiowej.
Czyli wdech rozpoczyna się od ruchu przepony, to ona na początku się unosi, następnie (wszystko dzieje się podczas tego samego wdechu) unosi się okolica mostka, a na samym końcu powietrze rozpiera górną część płuc. Nadal ten sam może bardziej obrazowy opis, wdech nabieramy tak aby na początku uniósł się lekko brzuch, następnie mostek i dopiero na końcu cała klata. Wdech ma być wykonywany powoli, spokojnie i nie na siłę, następnie czekamy kilka sekund (około 8 ) i powoli wypuszczamy powietrze. Kilka wdechów wykonanych w ten sposób i pobudzenie gwarantowane
Czasami spać się na wykładzie nie chce.
Oby jak najczęściej się nie chciało. W tym tak jakby podsumowującym akapicie chciałem wspomnieć o niewielkim % wykładowców, którzy co nieco o tematyce rozwoju osobistego i efektywności słyszeli, oraz co więcej umieją tą wiedzę wykorzystać w praktyce (chwała im za to). Na pewno trafiliście w swoim życiu chociaż na jednego wykładowce, choćby nie wiadomo jak nudny przedmiot prowadził, na jego wykłady chciało się chodzić i wcale nie chciało się na nich spać.
Pierwszym atutem świadomych wykładowców, którzy chcą zarazić „bakcylem” do danej dziedziny swoich studentów, jest zaangażowanie z ich strony, które można prawie namacalnie poczuć. Osobę, która wczuwa się w to co mówi, intonuje odpowiednio swoją wypowiedź, aż miło się słucha. Doskonale do tego pasują również tematyczne żarty rzucone co jakiś czas, które rozluźniają sytuację i nasze szare komórki, które po chwili chętniej dzięki takiemu zabiegowi zapamiętują kolejne informacje. Dodatkowo kilka ciekawych rozbudzających wyobraźnie i chęć do działania przykładów z życia, albo doświadczeń i wykład doskonały gotowy.
No ale to tylko taka luźna dygresja, bo pouczanie szanownego Pana ze stopniem naukowym przed nazwiskiem, o sposobach prowadzenia wykładu, nie jest zbyt rozważne
z punktu widzenia zwykłego szarego studenta. Co by nie narazić się na jakieś nieprzyjemności, podczas egzaminu. Zatem, gdy wykład wygląda jak wygląda i trudno przez niego przebrnąć, pozostają metody podane wyżej
Październik 13, 2011 o godzinie 06:09
Od jakiegoś czasu na wykładach sam na sobie przeprowadzam cykl Kolba i działa bardzo przyzwoicie. Przy czym naturalnie dalej chodzę na wykłady, które mnie interesują i mają potencjał do implementacji w życiu – szczerze, po co chodzić na inne? Mam sensowniejsze zajęcia ;]
Jak wiemy wykładowcy dostarczą nam tylko teorię. Tu nie ma się co martwić, przez półtorej godziny monologu nawet mimowolnie by ją przekazali.
Przy podstawach neurobiologii albo makroekonomii nie ma się co nastawiać na doświadczenie… chyba, że. Otóż są 2 postawowe „chyba, że”:
1. Przychodzimy na wykład „po coś”. Mamy już gotowe problemy, które chcemy wykładem rozwiązać(albo wyzwania, nazewnictwo jakie chcesz). No bo… po co przychodzić na wykład, który się nie przyda?
2. Wizualizacja. Dobre rozwiązanie zawsze i wszędzie.
Refleksja wynika bezpośrednio z doświadczenia. Jeśli mamy problem, który chcemy załatwić na wykładzie, to warto mieć na jego temat kilka pomysłów.
No i na koniec w miejsce praktyki robimy future pacing ;]
Dodatkowo trochę kotwic żeby móc ominąć pierwsze 2 etapy też się przyda. Mają nam dać stan poszukiwania, wychodząc od niewiedzy i zaciekawienia. Więc jaki problem sobie samemu te stany wywołać w łańcuchu kotwic?;]
Październik 13, 2011 o godzinie 11:07
Fakt, może trochę przeidealizowałem sam sens chodzenia na „wszystkie” wykłady
pomimo, krótkiej publikacji w sieci doszły już mnie takie słuchy.
Co do kotwic zgadzam się w zupełności, dobra metoda na wkręcenie się w coś, jeżeli ktoś naturalnie umie sam sobie kotwicę zakładać.
Jeszcze wracając do zasadności wykładów, to tak jak mój wykładowca od programowania stwierdził: „Skoro ktoś jest świetny z programowania, to niech nie przychodzi na jego wykłady, bo marnuje po prostu czas, lepiej niech zajmie się w tym czasie chociażby nauką nowego języka programowania”.
Dzięki za komentarz!
Październik 18, 2011 o godzinie 09:22
Ciężko mi coś powiedzieć na temat wykładów bo póki co ten problem mnie nie dotyczy

Jednak to wszytko odrobinę przypomina szkołę. I już tu w szkole średniej idzie spotkać niesamowitych nauczycieli. Choć nie przepadam za fizyką to nauczycielka jest genialna i potrafi sprawić by ten przedmiot był przysfajalny i to nie tylko dla mnie
Moim problemem jest znaleść pomysł na to jak dobrze przygotować się do matury. Może jakieś pomysły?
Październik 23, 2011 o godzinie 18:52
Największym problemem, jaki napotykam w różnego rodzaju szkołach (lekcje czy wykłady) jest to, że właściwie tylko kilka procent z „przekazywanej” tam wiedzy jestem w stanie wykorzystać w życiu. W szkole średniej trafiłem na nieodpowiedni dla mnie kierunek, przez co właściwie żaden przedmiot poza angielskim nie był w stanie mnie zainteresować.
Nie widzę jednak sensu w poleganiu na umiejętnościach ze szkoły (a raczej ich braku), dlatego też jedyne o co dbam to jako takie wyniki, a wszystko co wiem, wiem z innych źródeł i bardzo dobrze na tym wychodzę. Z resztą – gdyby sukces zależał od szkoły, to co roku mielibyśmy setki tysięcy milionerów, którzy właśnie otrzymali dyplom, a jak widać – tak się nie dzieje
Listopad 25, 2011 o godzinie 14:55
Czekam na kolejny wpis
]
Pozdrawiam
Listopad 25, 2011 o godzinie 16:42
Fakt zaniedbałem nieco bloga
pomysły są, ale czasu na pisanie brak. Wiem wiem.. zarządzeni czasem i ogólnie organizacja się kłania. Obiecuję poprawę
Listopad 27, 2011 o godzinie 22:44
Trzymam za słowo i czekam
Grudzień 4, 2011 o godzinie 19:47
Jak tak dalej pójdzie, to Cię sesja zastanie

Czekam na powiew świeżości na blogu
Pozdrawiam,
Olga
Grudzień 4, 2011 o godzinie 20:06
Jak mnie do niej dopuszczą
A tak na serio to siedzę już długi okres nad potężną ilością materiału na studia, z której nic nie rozumiem. I ogólnie zastanawiam się czy studia na które się porwałem są dla mnie.. Eh od takie rozterki życiowe i ogólnie ciężki semestr. No ale cóż co ma być to będzie, najwyżej mnie wywalą
”life’s a rollercoaster you just gotta ride it”
Grudzień 4, 2011 o godzinie 20:38
O, wiedzę, że mamy podobne rozterki odnośnie studiów… i podobne podejście… już powoli zaczynam rozumieć, dlaczego taka ostra „selekcja” była rok temu na moim kierunku.
Na razie można jeszcze chwilę powalczyć, a potem się zobaczy – „będzie to, co musi być, wsłuchaj się w pierwotny rytm”.
Pozdrawiam pozytywnie