Nie potrafię przeorganizować swojego życia.
Próbujesz być bardziej zorganizowany, efektywny, produktywny, jednak często pomimo usilnych (jak Ci się wtedy wydaje usilnych starań) nie wychodzi, a wprowadzenie jakichś diametralnych zmian w Twoim życiu wydaje Ci się sprawą trudniejszą niż by się na pozór mogło wydawać. Ogólnie chcesz robić więcej i zdziałać więcej. Znasz ludzi, którzy studiują 2 kierunki jednocześnie i niekiedy potrafią jeszcze pracować na półetatu żeby zarobić na utrzymanie.

Myślisz sobie wtedy, czy to ja jestem taki nierozgarnięty? Czy to oni niebywale szybko pędzą w dzisiejszym wyścigu szczurów? Bo nie chodzi o to, że chcesz się do takowego wyścigu dołączać, ale po prostu zrobić coś ze swoim życiem. Osiągnąć jakiś punkt zwrotny, aby od teraz już zacząć działać, realizować własne projekty, inicjatywy, coś co zaowocuje i dzięki czemu za pewien czas patrząc wstecz będziesz mógł powiedzieć jestem w trakcie, może na półmetku może nie, ale już coś zdziałałem.
Jak wyrwać się z codziennego letargu?
Tymczasem budzisz się kolejnego dnia i wszystko jest po staremu. Wstajesz o tej samej porze, lub nawet chwilę później, w parszywym humorze, bo od dziś chciałeś zacząć wstawać wcześniej i biegać. Nic z tego, może uda się jutro. W trakcie powrotu do domu z pracy / szkoły / uczelni myślisz sobie „tyle dzisiaj zrobię!”. Skończę projekt, nauczę się na ten przedmiot, muszę jeszcze pomóc w remoncie etc. Tymczasem podczas podłączania gniazdka w trakcie remontu, okazuje się że gwint jednej ze śrubek się starł, i bite 45 min. męczysz się z czynnością, która powinna zająć chwilę.
Takie sytuację serio potrafią przyciąć skrzydła nawet największemu optymiście. Jednak co jeżeli do zmiany, czy przeorganizowania swojego życia po prostu zabierasz się źle?
Poniżej przedstawię Ci drogi czytelniku kilka punktów, które w mojej subiektywnej opinii wpływają na to czy potrafimy wprowadzić znaczące zmiany w naszej egzystencji.
Metoda małych kroków, czyli nie wszystko na raz.
Wiele ludzi przecenia swoje możliwości. Tworzymy sobie w głowie wyobrażenie własnej osoby, jaką chcielibyśmy się stać za pewien czas. Ogromni zapału rzucamy się do pracy nad realizacją swojego wymarzonego ja.
Często realizacja jest jedynie impulsem, a nie długoterminową deklaracją. Ot tak, postanawiamy, że dzisiaj porzucam swoje stare ja i od jutra zostaje innym człowiekiem. Zacznę ćwiczyć, uczyć się więcej, szukać dochodowych zajęć, będę duszą towarzystwa. Dajmy na to kompletna odmiana w stosunku do sytuacji obecnej.
Tylko problem w tym, że mało kto potrafi przestawić się od tak, pstryknąć palcami i stać się tą najlepszą wersją siebie. Wymyślenie sobie swojego wymarzonego ja nie jest czymś złym. Wręcz przeciwnie, jest jakimś celem który sobie obieramy i do którego możemy dążyć.
Jednak staramy się wprowadzić zbyt wiele zmian jednocześnie. Co zazwyczaj po prostu kończy się niemiłą czkawką i powrotem do stanu pierwotnego naszego życia. To jak z efektem jojo po źle dobranej diecie, nadwaga wraca i to ze zdwojoną siłą.
Trzeba wprowadzać zmiany powoli i stopniowo, walczyć z nowymi nawykami i wyplenieniem niechcianych przypadłości. Dopiero jak jedna z cech czy wykonywanych czynności wejdzie nam w krew tak, że będziemy mogli ją nazwać nawykiem. To wtedy dopiero możemy zabrać się za wprowadzanie kolejnej zmiany.
Konsekwencja nade wszystko!
Czy wiesz, że najwięksi tego Świata osiągnęli sukces nie dlatego, że mieli do czegoś smykałkę czy talent, ale dlatego że byli konsekwentni? Jak to mówi przysłowie czy powiedzenie, którego teraz dokładnie nie pamiętam (nie wiem czy nie pomylę proporcji, ale mam nadzieję że sens zostanie oddany): Sukces = 5% talentu + 95% ciężkiej pracy.To samo innymi słowami: Wyrzucają Cię drzwiami? Wchodź oknem!
Żyjemy w społeczeństwie coraz większego „niechcenizmu” i nadużywania słowa prokrastynacja dla usprawiedliwienia zwykłego lenistwa. Co więcej, wielu ludziom do pewnego momentu w życiu wszystko przychodziło prosto i prawie bez wysiłku. Zatem jeżeli w pewnym momencie napotka się trudność, dużo łatwiej się poddać niż brnąć do przodu i próbować innych metod.
Bo tak jest po prostu prościej, łatwiej, wygodniej. Ale takim podejściem nic się nie osiągnie. Jeżeli chcesz zacząć biegać o poranku, aby poprawić swoją formę fizyczną, to musisz zacisnąć zęby i przebrnąć przez mniej miłe rzeczy z samym bieganiem związane. Zmobilizuj się do tego aby wstać wcześniej z ciepłego wyrka i wyjdź pobiegać bez względu na to czy będzie świeciło słonko, czy będzie padał deszcz.
Przerost formy nad treścią.
Wielokrotnie chcąc dokonać jakichś większych zmian w swoim życiu, przygotowujemy jakiś wielki plan „zawładnięcia światem! muhahaha”. No bez przesady, może akurat punkt ‘władzy nad Światem’, nie jest umieszczony w listach To Do wielu ludzi (ja mam go w liście do zrobienia na poniedziałek
.
Może się wydawać, że powyższe zdanie było jedynie dowcipem, mających rozluźnić trochę Twoje szare komórki drogi czytelniku, przed kolejną porcją organizacyjnej motywacji. No i tak po części było, ale nie do końca. Bo tworząc swoistego rodzaju plan zmiany naszej osoby, czy listę modyfikacji życia, organizacji etc. Poświęcamy tej czynności dużo czasu i uwagi.
Fakt, sam plan jest ważny. Ale urasta on do rangi ‘zawładnięcia nad Światem’. A dlaczego w każdym kiepskim filmie klasy B, czarny charakter, który chce przejąć władzę nad Światem, zawsze odnosi porażkę? Bo scenarzyści tak napisali? To też, ale także dlatego, że więcej uwagi przywiązuje do samego planu, niż do jego realizacji.
Tak jest i z nami. Rozmyślamy, co my to nie zrobimy, nie zdziałami. Tworzymy obszerne listy to do. Określamy cele wielkie i ambitne. Jednak jak przyjdzie co do czego, to okazuje się że nie wszystko jest tak różowe jak w naszych założeniach i marzeniach.
Wyobrażenia realizacji planu po zderzeniu z rzeczywistością potrafią runąć niczym domek z kart. Pytanie tylko, czy będzie chciało Ci się go odbudować i czy weźmiesz się do roboty, czy jednak wolisz nadal myśleć nad tym, jaki on to będzie piękny jak go już odbudujesz?
Bo myślisz że to za trudne.
Ten punkt pokrywa się nieco z odniesieniem do konsekwencji działań jakie podejmujemy. Jednak postanowiłem poruszyć go nieco inaczej. Tutaj chcę zwrócić uwagę na nasze nastawienie psychiczne. Nie jest tak, że coś jest dla Ciebie czy dla mnie za trudne. Jedna z zasad NLP mówi, że każdy może nauczyć się wszystkiego, jeżeli nauczył się tego inny człowiek.
Najważniejszym elementem musi być chęć nie tyle zmiany, co podjęcia trudu jej wprowadzenia. Bez względu na to co chcemy zrobić z naszym życiem, choćby była to zmiana o 180 stopni, to wszystko jest do zrobienia i zrealizowania, jeżeli zwyczajnie tego chcemy!
Zatem podstawowy błąd to złe nastawienie. Jeżeli z góry będziesz na „nie”, to sama niechęć spowoduje trudności i zamykanie się podświadomości na kwestie, które z pozoru wydają się trudne. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że jest to najgorsza rzecz jaką można zrobić. Chęć zmian, a potem niechęć to wysiłku jaki trzeba włożyć, aby te zmiany wprowadzić.
Naturalnie musisz być zdecydowany, że zmiany jakich chcesz dokonać w swoim życiu są właśnie takie jakie chcesz aby były. Nie ma sensu kopać się z koniem i wprowadzać coś, przez co będziemy się męczyć. Ale nie ma też tak, że wszystko jest zawsze łatwe i przyjemne. Zaciśnij zęby, znajdź odrobinę pozytywnej energii i otwórz się na to co z pozoru trudne i skomplikowane.
Poświęcenie większej ilości czasu na rzecz która wydaje się abstrakcyjna, lub rozłożenie jej na poszczególne elementy, pomaga i daje poczucie, że jednak nie ma rzeczy niemożliwych. Jest tylko czasami za mało chęci i woli walki
Hmm.. masz rację, w takim razie zacznę od jutra?
Jutro nie przychodzi nigdy.. Jeżeli chcesz coś zmienić w swoim życiu, zrób dzisiaj choćby jeden mały krok w tym celu. Najtrudniej jest zacząć, potem idzie z górki!
Grudzień 9, 2011 o godzinie 13:11
Zmiany w życiu. Każdy o tym myśli i próbuje ich dokonać. Jednak nie każdemu udaję się to zrealizować.
).
Jest to kwestia nastawienia, ale i też wsparcia najbliższych. Ciężko jest coś zmienić, gdy wszyscy dookoła nam to utrudniają. Na niektórych, nawet najmniejsze słowo potrafi stawić niewidzialne bariery, pozornie wydające się nie do przejścia. Ale jak nie w najbliższym otoczeniu to gdzie indziej powinniśmy szukać wsparcia. Istnieją znajomi, internet, różne organizacje, kluby, szukamy ludzi o podobnych celach. Mówi się, że w grupie raźniej i łatwiej. Usłyszałam kiedyś: „lepiej jest robić coś w kupie(grupa), bo kupy nic nie ruszy” (troszku poplątałam ale sens jakiś jest, chyba
Jesteśmy w stanie sobie pomóc w realizacji planów. Nawiązując do porannego biegania, przed snem można cały strój położyć w jednym miejscu obok łóżka.
No i myśleć pozytywnie
Grudzień 9, 2011 o godzinie 22:03
Linda dzięki
zawsze tak fajnie uzupełnisz treść merytoryczną w kwestiach o których ja zapomnę. Faktycznie, wszystko jest prostsze jeżeli jest człowiekowi zwyczajnie raźniej. Tak samo ze zmianami w życiu, to co mówisz, szukanie oparcia w bliskich, a jeżeli Ci nie popierają naszego planu, to w życzliwych znajomych którzy to robią.
Co do motywacji przed snem, to nie polecam. Znaczy to tylko subiektywna opinia. Ale z własnego doświadczenia wiem, że jak się za bardzo „napalę” przed snem, to fakt mam wysyp pomysłów i mega energii do działania. No ale nie mogę po tym zwyczajnie spać. Więc raczej preferowałbym jakiś kop motywacyjny z rana, o którego raczej trudno jak trzeba się wyłonić spod ciepłej kołderki
Grudzień 10, 2011 o godzinie 20:12
Lubię czytać twoje teksty i mam satysfakcję gdy mogę coś dodać, gdyż mam szansę się dowartościować
Zresztą pisząc coś, łatwo jest zapomnieć o jakieś kwestii(jak się poprawnie odmienia wyraz kwestia?). Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda w tak przysfajalny, łatwy i niebanalny sposób przekazywać swoje przemyślenia. Bo moje próby napisania czegokolwiek są dość marne.
Bądźmy szczerzy, że o motywacji łatwiej się mówi niż wdraża ją w życie. A najtrudniejsze jest właśnie wdrażanie tymbardziej, że nikt za nas tego nie zrobi. Sami musimy powiedzieć sobie, że zrobię to dziś i teraz a nie jutro!
Tak sobie myślę, że ktoś może być bardziej zmotywowany gdy się z kimś założy.
Grudzień 11, 2011 o godzinie 12:17
Metoda małych kroków to jedna z najlepszych rzeczy jaką można zastosować w swoim życiu. Sama kieruję się nią w dosłownie każdym apekcie mojego życia z jednego prostego powodu: jest niezwykle skuteczna
Nie ma chyba takiej rzeczy, któej nie dało by się zrobić, jesli zacznie się od małego, a czasem może od mikroskopijnego kroku, który może jednak zapoczątkować niezwykły proces zmiany. A jak wszycy wiemy najtrudniej zacząć
Polecam w tym temacie książki: „Filozofia Kaizen” oraz „Pstryk. Jak zmieniać żeby zmienić”. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
!
Grudzień 14, 2011 o godzinie 20:25
Cześć:)
Miałem właśnie pisać na swoim blogu (klik w moje imię, by przejść) o tym, że posiadanie technik i postanowień jest nic nie warte, jeśli nie ma zbudowanego sposobu myślenia i działania. Można mieć masę sposobów na wyznaczenie celów, zarządzanie czasem czy inne tego typu rzeczy, ale i tak z nich nie skorzystać. Dlaczego?
Załóżmy, że masz książki o organizacji czasu. No i co w związku z tym? Czy książka sama się przeczyta, a wiedza wykorzysta? Nie do końca tak to działa, mimo że czasem wydaje się, że mając techniki jesteśmy zdolni do wszystkiego
Złudzenie typowe dla początkujących fanów NLP.
Nie byłbym kompetentny by to pisać, gdybym sam tak nie robił
Nie raz zdarzało mi się odkładać rzeczy na potem i w efekcie nigdy ich nie robić, by potem żałować „zmarnowanego” czasu. Tak to czasem bywa i trzeba z tym walczyć.
A najlepszym sposobem na to, jaki znam, jest po prostu budowanie odpowiedniej zawartości, zamiast opakowania, jeśli wiesz co mam na myśli. Wolę wspaniały prezent bez opakowania, niż piękne pudełko z tandetą w środku. Podoba mi się ta metafora.
Mając odpowiedni sposób myślenia nie ma już narzekania, że technika nie zadziałała, że nie jestem w stanie przeorganizować swojego życia, że po raz kolejny zmiana była na moment, nie pojawiają się więcej przekonania, że jestem do niczego. Bo mając odpowiednią zawartość, czyli przekonania, wartości i sposób myślenia (ogólnie mówiąc), po prostu odbijasz to wszystko od siebie. Po co Ci przekonanie na temat tego czy jesteś do czegoś czy do niczego? Mnie ono nie jest potrzebne, przez co nie mogę się poczuć źle
Buduję odpowiednią zawartość i na tym, moim zdaniem, polega prawdziwa zmiana – bo nigdy mocniejszej nie widziałem u siebie, ani innych.
Dzięki, że mi przypomniałeś, dotarło do mnie że znowu przełożyłem swój nowy projekt na jutro
Grudzień 15, 2011 o godzinie 23:05
Witaj !
W związku z tym, że trafiłeś w jakiś sposób na mój blog – dołączę się do Twoich czytelników
. Widzę też, że masz o czym pisać, a pozytywne nastawienie, optymizm, szeroko rozumiane zmiany na lepsze to jest coś, co mnie, że tak powiem kręci
. Przedstawiona przez Ciebie metoda małych kroków jest wprost rewelacyjna !
Pozdrawiam serdecznie !
Grudzień 23, 2011 o godzinie 19:15
@Tommy: Fajnie, że jesteś nowym czytelnikiem bloga
A tak staram się odwiedzać blogi osób które komentują na blogach które już obserwuje i tak jakoś trafiłem na Twoje zapiski. Mam nadzieję, że wiele się od siebie nauczymy. I życzę braku kolejnych problemów z blogiem, jak przygoda (z tego co czytam) z usunięciem przez przypadek bazy danych.
@Grzegorz: „Wolę wspaniały prezent bez opakowania, niż piękne pudełko z tandetą w środku. Podoba mi się ta metafora.” – szczerze
? Mnie również bardzo się podoba. Pozwolisz, że wrzucę cytat na fejsa, bo serioo daje do myślenia. Zresztą jak cały Twój komentarz. Dzięki!
@Happyholic: Również pozdrawiam i z przyjemnością zajrzę do poleconych przez Ciebie pozycji książkowych
Grudzień 26, 2011 o godzinie 22:59
Nie potrafię przeorganizować swojego życia
Co wspólnego ma mózg i chemia w Twojej głowie?
Nie potrafisz przeorganizować swojego życia, ponieważ Twój mózg jest do dupy, przepraszam za to słowo, ale taka jest prawda.
Zawsze zastanawiałem się jak to jest, że na blogach o rozwoju osobistym piszę się wiele o technikach, które mają działać, a zapomina się o innych lepszych środkach.
Na przykład leki. Legalne lub te mniej legalne.
Bo amfetamina to jest nielegalna, ale w add to już tak.
Ale co to ma wspólnego z Twoim życiem?
Grudzień 27, 2011 o godzinie 14:03
Poruszasz ciekawą kwestię kolego, bo owszem można wspomagać się używkami, czy środkami które pomagają naszemu organizmowi czy mózgowi do dokonania odpowiednich przemian.
Jednak czy to na dłuższą metę jest skuteczne? Będziesz faszerował się jakimiś chemikaliami, a gdy przestaniesz wszystko wróci do starej niechlubnej normy? Oczywiście każdy ma prawo do własnej opinii, ale wydaję mi się że prawdziwa sztuka w tym, aby takich zmian dokonać przy minimalnym udziale jakiś twardych wspomagaczy.
Patrząc analogicznie, jak coś pokaże Ci jak coś zrobić, to możesz to szybko zapomnieć. Jak dojdziesz do czegoś sam, bez szczególnej pomocy, to bardziej wryje Ci się to w pamięć. Myślę, że z rozwojem osobistym jest podobnie, im więcej pracy w coś włożysz tym trwalsze to będzie.
No i dochodzą jeszcze wątpliwości natury etycznej przy tego typu posunięciach.
Mój mózg do dupy? hmm nigdy tak o tym nie myślałem, może nie jest jakiś wybitny i einsteinowski, ale żeby od razu do dupy
? Nie wydaje mi się.
Pozdrawiam i dzięki za konstruktywną krytykę, z którą się nie zgadzam. No chyba, że mówimy o zielonej herbacie, albo magnezie na koncentracje
Styczeń 8, 2012 o godzinie 21:47
legalne i narkotyki
To co robisz w życiu zależy od twoich decyzji. Chodzi o to byś za jakiś czas był/a wstanie powiedzieć: ” Tak! Nie zmarnowałem/am tego czasu. Zrobiłem/am to. Udało mi się!” i czuć przy tym dumę, wielką dumę. A nie żyć tylko po to by żyć. Ludzie piszą o rozwoju osobistym bo to jest ważne. Gdy człowiek chce dokonać czegoś w swoim życiu to szuka sposobu by tego dokonać.
Leki się zażywa w momencie gdy jest taka konieczność, gdy w organizmie czegoś brakuje. Dodatkowo można zastosować np. magnez by poprawić koncentracje ale to wszystko w racjonalnych ilościach . Narkotyki -NIGDY! Nie dość, że to w niczym nie pomaga to jeszcze mogą uzależnić! Rozwój osobisty polega właśnie na tym by ROZWJAĆ SIEBIE a nie iść na skróty.
Po za tym mózg nie może być do ‘dupy’. Możemy mieć jakieś skłonności w jedną i drugą stronę również tę gorszą, możemy być bardziej podatni np. na stany depresyjne ale to ma jakieś przyczyny. To jest problem ale nie można powiedzieć, że mózg jest do dupy! Nasze myślenie, przeżycia, wspomnienia i wsparcie innych powoduje, że możemy dokonać wielkich rzeczy ale musimy tego chcieć!!! Narkotyki to nie rozwiązanie.